Wiesz, że uśmiech tak samo jak ziewanie może być zaraźliwy? Kiedy się śmiejesz i masz dobry humor, przepełnia Cię pozytywna energia, którą ...

Wiesz, że uśmiech tak samo jak ziewanie może być zaraźliwy? Kiedy się śmiejesz i masz dobry humor, przepełnia Cię pozytywna energia, którą warto przekazać dalej. 

Optymizmu i pogody ducha można się nauczyć. Uśmiechasz się na samą myśl? To dobrze :) 

Zapytasz jak? 

Ano tak, że "wystarczy" zmienić swoje nastawienie z negatywnego na pozytywne. Niby proste, prawda?

 

No dobra, wszyscy o tym trąbią tylko "skąd brać to całe pozytywne flow?". Pozytywne nastawienie bierze się z tego czego oczekujemy, a zatem zawsze trzeba oczekiwać wszystkiego co dla nas samych będzie najlepsze. W końcu jak kraść to miliony ;)

Dlatego teraz codziennie rano wstaję z przekonaniem, że: "to będzie dobry dzień i na pewno przydarzy mi się coś fajnego" - takie mam oczekiwania z wyższej półki, a co mi tam! I wiecie co? Na koniec dnia okazuje się, że to naprawdę był dobry dzień bo zawsze znajdę jakąś małą rzecz dzięki której mogę tak powiedzieć.

A jak wrzucić to wszystko do głowy? Przede wszystkim:

  • czytaj pozytywne książki i artykuły, 
  • słuchaj ciekawych, rozwojowych podcastów (np. Po Nitce Ariadny, Tuż Przy Uchu),
  • otaczaj się radosnymi ludźmi, dzięki którym zaczniesz rozwijać skrzydła,
  • oglądaj wartościowe treści, 
  • wyłącz TV! (Znacie rozwinięcie skrótu CNN? CNN = Constantly Negative News - komentarz w tym miejscu jest chyba zbędny. Od 3 lat nie mam telewizora i naprawdę żyje mi się zdecydowanie lepiej.)

Z pełną uważnością i odpowiedzialnością wybieram treści, które czytam, oglądam i słucham.

Ludzie zapominają co zrobiłeś i powiedziałeś. Na zawsze jednak pamiętają, jak się przy Tobie poczuli. Znacie to powiedzenie?

To naprawdę duża odpowiedzialność - bardzo łatwo możemy skrzywdzić drugą osobę nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Warto zatem zawsze szukać w innych ludziach ich pozytywnych stron i pomagać im je w sobie rozwijać i pielęgnować. Tym samym zaskarbisz sobie ich sympatię i szacunek, a  dobro wraca. Jeśli zarazisz innych swoim uśmiechem i pogodą ducha to oni chętniej będą chcieli spędzać z Tobą czas i w razie potrzeby zaoferują Ci pomoc - żyjemy w czasach, kiedy udzielamy sobie nawzajem wsparcia nie dlatego, że musimy ale dlatego, że po prostu chcemy.

A jakie są Wasze doświadczenia? Zauważacie na co dzień, że czasem wystarczy się uśmiechnąć do kogoś aby poprawić mu humor? :)

Na koniec, aby nie było tak czysto teoretycznie, uśmiech ode mnie - miłego dnia! ;)



Zdrowy nawyk picia wody - rano czy w ciągu dnia - wcale nie musi być nudny. Latem stawiam na coś bardziej orzeźwiającego natomiast jes...

Zdrowy nawyk picia wody - rano czy w ciągu dnia - wcale nie musi być nudny.

Latem stawiam na coś bardziej orzeźwiającego natomiast jesienią i zimą, gdy poranki coraz chłodniejsze trudniej jest mi się zebrać żeby wypić szklankę zimnego napoju. Na samą myśl aż nie chce mi się wychodzić spod ciepłej kołdry :)

I tak pojawił się pomysł, aby umilić sobie ten rytuał stawiając na coś bardziej rozgrzewającego.

Podstawą jest przede wszystkim ciepła woda, do której dodaję w zależności od chęci:

  • cytrynę na zmianę z limonką,
  • pomarańczę,
  • świeży imbir,
  • cynamon lub kurkumę,
  • goździki,
  • świeżą miętę,
  • miód (jeśli ktoś lubi, ja mimo wszystko staram się ograniczać cukier).

Drugim podstawowym składnikiem jest imbir, który uwielbiam i w mojej kuchni ma swoje miejsce przez cały rok. 

Imbir polecam zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, ponieważ działa antywirusowo i wspomaga odporność. Jest lekko pikantny dzięki czemu wzmacnia krążenie w całym organizmie i łagodzi stany zapalne. 

Ponadto, łagodzi bóle i przyspiesza trawienie. Dzięki zawartej substancji fitochemicznej hamuje mechanizmy starzenia się komórek przez co nasza skóra nabiera młodzieńczego wyglądu - do tego zmniejsza różnego rodzaju zaczerwienienia. 

Kto z Was też jest fanem imbirowych napojów?


Ostatnio miałam ochotę trochę poeksperymentować w kuchni i tak oto skusiłam się na kolejne fit ciasto - tym razem z kaszy jaglanej.  Mu...

Ostatnio miałam ochotę trochę poeksperymentować w kuchni i tak oto skusiłam się na kolejne fit ciasto - tym razem z kaszy jaglanej. 

Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona, że z tak prostych składników, które przeważnie mam na co dzień w domu, można wyczarować szybki, smaczny a przede wszystkim zdrowy deser.

Kaszy jaglanej poświęciłam osobny post, o jej właściwościach możecie przeczytać tutaj (klik).

Jeśli chodzi o kokos to muszę przyznać, że jest to naturalna bomba upiększająca a z wysuszonego i startego miąższu orzecha kokosowego otrzymujemy właśnie popularne wiórki kokosowe. Uwielbiam je dodawać do owsianki i koktajli, ale przeważnie znane są jako dodatek do ciast czy różnego rodzaju batonów.

Niewiele osób wie, że wiórki kokosowe to bogate źródło białka, żelaza, magnezu i kwasu foliowego. Ponadto, zawierają zdrowe tłuszcze, więc pomimo że są kaloryczne warto je uwzględniać w swojej diecie.

A teraz do rzeczy, składniki na ciasto:

  • kasza jaglana (2 szklanki),
  • mleko kokosowe (1 szklanka),
  • wiórki kokosowe (2 szklanki),
  • woda (2 szklanki),
  • aromat waniliowy,
  • 8 łyżek erytrytolu,
  • gorzka czekolada na polewę (u mnie Lindt 90%).


Kaszę jaglaną najpierw prażyłam w garnku, aby nabrała jasnego koloru, później zalałam ją 2 szklankami wrzątku i gotowałam około 15 minut aż zrobiła się miękka.

Po ugotowaniu dodałam pozostałe składniki: mleko kokosowe, wiórki, aromat i erytrytol. Całość gotowałam ok 3-5 minut - cały czas mieszając, aby nic się nie przypaliło.

Po ostygnięciu zbledowałam masę a do foremki wyłożonej folią spożywczą przełożyłam całość i dość mocno ugniotłam aby konsystencja bardziej przylegała do siebie. Na koniec polałam wszystko roztopioną, gorzą czekoladą i posypałam jeszcze wiórkami dla dekoracji.

Ciasto mroziłam całą noc w lodówce i następnego dnia można było już jeść :) Naprawdę jestem zadowolona i z konsystencji i ze smaku, polecam - szybko, prosto i smacznie. Macie doświadczenia z takimi przepisami? 


Wiele razy widziałam i podziwiałam domowych lodotwórców, aż w końcu sama podjęłam się wyzwania.  I wiecie co?  Toż to żadna filozof...

Wiele razy widziałam i podziwiałam domowych lodotwórców, aż w końcu sama podjęłam się wyzwania. 

I wiecie co? 

Toż to żadna filozofia a już w ogóle żadna robota! ;)

Bardzo szybkie, mega smaczne i zdrowe rozwiązanie na potrzebę zaspokojenia słodyczowej zachciewajki. Do tego rewelacyjne rozwiązanie jako deser na spotkaniu z rodziną czy znajomymi. Nie muszę chyba dodawać, że też oszczędność paru groszy w kieszeni? ;)

Ja wypróbowałam dwa mix-y:

Czekoladowy: 
banan + avocado + kakao +wiórki kokosowe

Truskawkowy: 
truskawki + banan + avocado + wiórki kokosowe

Najszybciej to wrzuć wszystko do jednego pojemnika, zmiksować i zmrozić (uwaga, słowo klucz: zmrozić a nie zamrozić) – przed podaniem można zmiksować raz jeszcze, wtedy jest milsza konsystencja.

W przypadku truskawkowych lodów akurat miałam zmrożone truskawki, dodałam wszystko, zmiksowałam i już można było nakładać i jeść. Oba sposoby są ok, zależy czy macie coś w zamrażalniku co wcześniej już mroziliście.

Do podania możecie zetrzeć trochę gorzkiej czekolady, przystroić owocami np. bananem czy borówkami i posypać wiórkami :)

Smacznego!


Wrzesień to dla mnie drugi styczeń w roku ;) Dlaczego?  Chociażby dlatego, że od dzisiaj jestem szczęśliwą 31-latką - a urodziny to ...

Wrzesień to dla mnie drugi styczeń w roku ;)

Dlaczego? 

Chociażby dlatego, że od dzisiaj jestem szczęśliwą 31-latką - a urodziny to zawsze dobry pretekst aby wyzerować kalendarz, zweryfikować swoje plany, cele i marzenia :)



A zatem zrobiłam sobie małe podsumowanie (nie, nie będzie surowo, w końcu mam urodziny i niech będzie miło ;)). Mimo że dokładnie rok temu dość mocno przeżyłam zmianę cyfry z przodu – chyba śmiało mogę powiedzieć o kryzysie - to z perspektywy tego roku uważam, że nigdy nie było lepiej. 

Przede wszystkim czuję się ogromną szczęściarą, wiele od życia dostałam, mam cudowną rodzinę i przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Naprawdę to doceniam.

Cały czas się uczę.  

Energii jest więcej niż kiedykolwiek a marzenia też są większe niż kiedykolwiek. 

Zaakceptowałam siebie i zdecydowanie mocno uwierzyłam w swoją siłę i swoje możliwości – może banał ale ja chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam korzystać z niego świadomie. 

To dla mnie coś nowego i odświeżającego, bardzo budującego i dającego wiarę, że może być tylko lepiej, zwłaszcza jeśli polubimy siebie i zaufamy sobie. 

Uwielbiam cytat Jacka Walkiewicza: 

(...) zaufanie do siebie. To jeden z największych życiowych kapitałów: ufać sobie, dam radę.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak upadnę?
- To się podniosę.
- A jak się nie podniosę?
- To sobie poleżę.

Cały ten rok uważam, że należał do dość trudnych, być może do tych najtrudniejszych, ale to tylko mnie zahartowało i zbudowało na jeszcze silniejszą osobę. Trzymam się tego, że to tylko test i kolejna lekcja. 

Nie użalam się i nie pielęgnuję w sobie dramatów bo życie jest cudownie piękne, jeśli mu tylko na to pozwolimy, zmienimy swoje nastawienie i zaczniemy dostrzegać to co ma nam do zaoferowania a nie stawać z roszczeniową postawą dziecka, że nie jest tak jakbyśmy chcieli. 

To od nas dalej zależy czy z naszej pracy i wysiłku stworzymy coś wartościowego do przekazania światu - bo chyba o to w tym wszystkim chodzi, aby dawać z siebie wszystko co najlepsze by móc dzielić się tym z innymi.

Biorę się za listę celów i marzeń na kolejny rok, jesteście ciekawi co planuje? ;)

I sobie i Wam życzę miłego i pełnego uśmiechu dnia! 


Na koniec jeszcze cytat, który znalazłam jakiś czas temu w Internecie, którym chciałabym się podzielić :) 




Odwagę możemy podzielić na dwa etapy: po pierwsze, potrzebujemy jej by w ogóle zacząć i ruszyć z miejsca, wtedy gdy nie mamy jakiejkolwiek ...

Odwagę możemy podzielić na dwa etapy: po pierwsze, potrzebujemy jej by w ogóle zacząć i ruszyć z miejsca, wtedy gdy nie mamy jakiejkolwiek gwarancji wygranej, a po drugie potrzebujemy jej by wytrwać.

Wytrwałość to klucz do sukcesu, to test naszego charakteru, tego jak bardzo na czymś nam zależy.

To miara naszej wiary w samych siebie, bo kiedy wierzysz w siebie i swoje możliwości, kiedy wiesz, że to co robisz jest dobre i nikogo tym nie krzywdzisz, gdy wszyscy inni rezygnują i odpadają po drodze zaufaj sobie, że dasz radę i doprowadź rozpoczęte działania do końca.

Najpierw ustal cel, a później znajdź w sobie motywację by zacząć. Pamiętaj, że motywacja jest tylko albo aż emocją – raz jest raz jej nie ma i wtedy na ratunek przychodzi samodyscyplina.

Samodyscyplina jest wtedy, gdy robisz coś kiedy trzeba, pomimo tego że Ci się strasznie nie chce, a nie wtedy jak jest Ci wygodnie i akurat masz na to ochotę. Podobnie jest z wartościami, albo coś jest Twoją wartością w życiu albo nie.

Wytrwałość to nic innego jak samodyscyplina w działaniu.

Kiedy kusi Cię by odpuścić i zrezygnować powiedz sobie, że to jest tylko test. Zastanów się: kim się stanę jeśli zrezygnuję a kim się stanę jeśli przetrwam kryzys.

Bo tak, kryzys nadejdzie. Zawsze przychodzi.

I tak, będziesz upadał i się potykał. Raz będzie bolało bardziej raz mniej, ale właśnie o to chodzi, że ludzie którzy osiągają założone cele robią niewygodne rzeczy - takie których innym się nie chce. I będziesz rozczarowany, zmęczony, styrany, zadasz sobie tysiąc razy pytanie po co to robisz, po co zacząłeś, po co Ci to było itd.

Nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego, ale jesteś w stanie kontrolować swoje myśli i swoje nastawienie. 

Nie obawiaj się tego, że efekt końcowy może być inny niż na początku zakładałeś. Jest bardziej niż pewne, że będzie inny bo musisz być elastyczny, gotowy na zmiany, które będą wynikać z zewnętrznych bodźców, na które najzwyczajniej w świecie nie masz wpływu. 

Także, jeśli zależy Ci na tym aby osiągnąć sukces w jakieś dziedzinie, zaufaj i obiecaj sobie, że po prostu to zrobisz i zacznij od małych kroków. Dzień po dniu pracuj nad sobą, zmuszaj się do działania – teraz dokonuj poświęceń aby w przyszłości świętować sukces. Poświęcenie to zdolność do dyscyplinowania samego siebie, świadomość tego, że odkładasz wynagrodzenie w czasie aby w dłuższej perspektywie było Ci po prostu lepiej. Potraktuj to jak procent składany :)



Po ostatnim tygodniu, czuję się dla siebie małym sportowym zwycięzcą. Postawiłam sobie różne wyzwania. W poniedziałek rano zapisałam w kalendarzu cele na cały tydzień. Zrealizowałam wszystkie zaplanowane i założone treningi, a dzisiaj jestem z siebie dumna bo pomimo tego, że nie zawsze mi się chciało i nie zawsze miałam ochotę wstać i wyjść poćwiczy to to robiłam. Sprawdzałam siłę swojego charakteru i dzięki takiemu małemu sukcesowi wiem, że niedługo osiągnę kolejne mniejsze czy większe.

A jak jest u Was? Przeraża Was słowo: samodyscyplina czy wręcz przeciwnie?





W niektórych rejonach jeszcze lato w pełni a zatem na ochłodę przygotowałam słodki, orzeźwiający i nawadniający koktajl z arbuza (92% z ka...

W niektórych rejonach jeszcze lato w pełni a zatem na ochłodę przygotowałam słodki, orzeźwiający i nawadniający koktajl z arbuza (92% z każdego kęsa arbuza to po prostu woda).

Arbuz zawiera w sobie likopen, który pozwala naszemu organizmowi chronić się przed szkodliwym promieniowaniem UV - co ciekawe współpracuje z filtrem i pomaga uniknąć oparzeń słonecznych.

Ten kolorowy owoc zdecydowanie sprzyja smukłej sylwetce: ogranicza zatrzymywanie wody, wychładza i odtruwa organizm

Zawiera duże pokłady żelaza, niezbędne przy produkcji czerwonych krwinek dzięki którym zawdzięczamy piękne włosy i pełną blasku cerę. Ponadto, sprzyja produkcji aminokwasu (argininy), który wspomaga prawidłowe funkcjonowanie układu krążenia, zapewniając właściwy przepływ krwi w całym ciele.

Chociaż dla mnie i tak największą zaletą jest to, że schłodzony daje niesamowite orzeźwienie i w upale smakuje lepiej niż niejedna czekolada w ciągu całego roku :)

Arbuz tak naprawdę broni się sam, a zatem aby nie zepsuć smaku dodałam tylko kilka składników: 

  • schłodzony arbuz,
  • limonka,
  • świeży imbir,
  • mięta + kilka listków do dekoracji,
  • nasiona goji.

Można dodać skruszone kostki lodu.


Jak Wam się podoba? 

W zeszłym sezonie robiłam pyszną sałatkę z arbuzem, a dzisiaj dowiedziałam się, że można go nawet grillować, także po raz kolejny przekonuję się, że w łączeniu smaków ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia :)