Kiedyś uwielbiałam siebie szufladkować. Uwielbiałam narzucać sobie chore standardy - wydawało mi się, że ciągłe podnoszenie sobie poprzeczk...

2 Komentarzy
Kiedyś uwielbiałam siebie szufladkować. Uwielbiałam narzucać sobie chore standardy - wydawało mi się, że ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki jest moją siłą - niestety jedyny efekt jaki z tego był to wpadanie ze skrajności w skrajność i ciągle niezadowolenie z siebie.

Zamiast być swoim najlepszym przyjacielem byłam dla siebie najsurowszym sędzią, wiecznie dokręcającym śrubę i szukającym dziury w całym.

Z perspektywy czasu widzę jak bardzo potrafimy sami siebie w ten sposób krzywdzić i ile możemy stracić. 

Teraz wiem, że jeśli się potknę lub raz na jakiś czas odpuszczę nic się nie stanie - żadna tragedia. Nawet więcej, teraz z pełną świadomością wiem, że to cześć tego całego „planu”.

Sztywne reguły nie sprawią, że poczujesz się bardziej szczęśliwy.

Dzisiaj #kochamsiebiewkazdymwydaniu* tą silną i tą słabą - sporo czasu mi to zajęło, ale nie oddałabym tego miejsca w którym jestem teraz bo to niesamowite uwolnienie od schematów daje mi świeże spojrzenie, wiarę w siebie, ogromną siłę i energię do działania.

Nauczyłam się cieszyć każdym małym sukcesem i głównie na tych pozytywach się skupiam - z potknięć wyciągam wnioski i idę dalej.

Akceptacja i wiara w siebie - dwa słowa, które mają naprawdę ogromną moc i sprawiają, że życie można zobaczyć w całkiem innych - zdecydowanie lepszych kolorach :)

*btw, sprawdźcie hasztag powyżej na IG - znajdziecie tam mnóstwo inspirujących kobiet!




Podobne wpisy

2 komentarze:

  1. Świetne podejście! Ja bardzo się staram kochać siebie w każdym wydaniu :) na razie jestem na etapie wyrabiania nawyku pozytywnego myślenia :)

    OdpowiedzUsuń